Zacięte widowisko w derbach Łodzi. Sporo emocji i bramek

Jose Pirulo
Jose Pirulo Pressfocus

Dzień polskiej piłki rozpoczął się od 66. derbów Łodzi. Na własnym stadionie ŁKS podejmował Widzew. Pierwsza połowa należała do gości, którzy w odstępie trzech minut położyli rywala na łopatki. W konsekwencji, do szatni Widzewiacy schodzili już z dwubramkową przewagą. Co ciekawe, w drugiej połowie Rycerze Wiosny odmienili losy tego widowiska. Zdołali w ostatnich minutach doprowadzić do remisu, a przy okazji urwali punkty odwiecznym rywalom. Ostatecznie 19. kolejka Fortuny 1. Liga zakończyła się wynikiem 2:2 (2:0).

Nokaut przed przerwą

W historii bezpośrednich pojedynków, częściej po komplet punktów sięgali goście. Derby Łodzi zawsze wzbudzają wiele emocji, szczególnie wśród fanów obu drużyn. Na ulicach miasta nie milkły echa, jakim scenariuszem może zakończyć się ten pojedynek. Trzeba przyznać, że już sam początek w wykonaniu Widzewa nie był do końca przekonujący. Natomiast, chwilę przed drugim kwadransem, Czerwoni w odstępie 180 sekund zdobyli dwie bramki. Strzelecki festiwal rozpoczął Krystian Nowak. Doświadczony obrońca sprytnie wykorzystał błąd Malarza, który podczas dośrodkowania z boku boiska, próbował wypiąstkować piłkę. Na nieszczęście ŁKS, ich golkiper spóźnił się z wyjściem, co przytomnie zauważył gracz Widzewa. 26-latek przyjął futbolówkę na klatkę piersiową, a po chwili umieścił ją w pustej bramce. Po krótkiej chwili, piłkarze Dobiego znów mogli świętować zdobycie gola. Tym razem, prowadzenie strzałem z głowy podwyższył Ameyaw. Z kolei później, tempo meczu zwolniło, ale Ełkaesiacy nie zamierzali odpuszczać.

ŁKS pokazał wolę walki

ŁKS od pierwszych minut zasługiwał na zdobycie bramki. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na gospodarzach z podwojoną mocną. Jednak druga odsłona była kompletnie inna. Widzewiacy spokojnie czekali na ruch przeciwnika, który z wielkim hukiem ruszył do przodu. Po czterech minutach było już 1:2. Trafienie Pirulo z bliskiej odległości, zmniejszyło straty, a dodatkowo napędziło gospodarzy do walki o korzystny rezultat. Zawodnicy Stawowego próbowali wszystkiego, aby przed końcem spotkania doprowadzić do remisu. Przez dłuższy czas wynik nie ulegał zmianie, aż w końcu na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, Ricardinho urwał punkt Widzewowi. Brazylijczyk popisał się niesamowitym strzałem z przewrotki, po którym piłka wleciała do siatki tuż przy lewym słupku. Taki gol tylko podgrzał i tak gorącą atmosferę w Łodzi. Ostatecznie więcej bramek nie zobaczyliśmy, lecz na brak emocji nie mogliśmy narzekać.

Komentarze