Zabójcza skuteczność Legionistów. Pogoń była bez szans

Piłkarze Legii Warszawa
Piłkarze Legii Warszawa Pressfocus

W szlagierze 23. kolejki Legia Warszawa rywalizowała z Pogonią Szczecin. Obie drużyny królują w tym sezonie na polskich boiskach, jednak na taki scenariusz mało kto był gotowy. Legioniści strzelili, aż cztery gole do przerwy z czego trzy w zaledwie kwadrans. Owszem nie można odmówić Portowcom woli walki, ale losów meczu nie udało się im już odwrócić. Ostatecznie drużna Czesława Michniewicza zgarnęła cenny komplet punktów, dzięki pewnej wygranej 4:2 (4:1).

Niebywały początek Legionistów

Legia Warszawa ruszyła do ataku wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Ofensywa gra opłaciła się już po czterech minutach. Prowadzenie gospodarzom zapewnił Mladenović. Serb zamykał akcję zapoczątkowaną przez Juranovića i z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki. To był zaledwie początek strzeleckiego festiwalu. Przed kwadransem Legioniści trafili do bramki Portowców jeszcze dwukrotnie. Najpierw Thomas Pekhart dopełnił formalności głową, strzelając do pustej bramki z metra. Chwilę później Szymon Marciniak odgwizdał zagranie ręką Maty w polu karnym. Jedenastkę bez problemu wykorzystał Pekhart. Dla napastnika Wojskowych było to 22 trafienie w tym sezonie. Możemy jasno stwierdzić, że kwestia króla strzelców PKO Ekstraklasy została właśnie rozstrzygnięta.

Wydawać się mogło, że przy stanie 3:0 zespół ze Szczecina schowa głowę w piasek. Tymczasem impuls kolegom z drużyny wysłał Michał Kucharczyk. Doświadczony pomocnik w 26. minucie huknął zza pola karnego, ale futbolówka po interwencji Boruca trafiła jedynie w poprzeczkę. Natomiast podopieczni Czesława Michniewicza nie zamierzali spoczywać na laurach. Rywal wciąż walczył, przez co zostawiał wiele wolnych stref na boisku. Jednak czwarta bramka dla Legii padła po stałym fragmencie gry. Tym razem krótko rozegrany rzut rożny zaskoczył zawodników Pogoni. Wieteska najwyżej wyskoczył do zagrania Luquingasa i nie dał większych szans golkiperowi na szybką reakcję.

Pomimo miażdżącej przewagi honor gości tuż przed przerwą uratował Frączak. W doliczonym czasie gry Artur Boruc wybronił mocny strzał Gorgona, lecz pozostał bezradny do dobitki 33-latka i skapitulował.

Po przerwie inicjatywę przejęła Pogoń

Nic w tym dziwnego, że wysokie prowadzenie po prostu zadowoliło Legionistów, którzy czekali na odpowiedni moment, aby zaskoczyć przeciwnika z kontrataku. Kolejne minuty mijały, a wynik nie ulegał zmianie. Portowcy częściej utrzymywali się przy piłce, ale nie potrafili wykorzystać swojej przewagi. Pierwszy celny strzał oddali dopiero w 83. minucie, kiedy arbiter ponownie wskazał na wapno. Artem Shabanov dopuścił się przewinienia pod własną bramką i Pogoń dostała szansę na kolejnego gola. Z rzutu karnego idealni przymierzył Kamil Drygas, który zmieścił futbolówkę tuż przy prawym słupku.

Gdy czekaliśmy na rywalizację dwóch drużyn walczących o tytuł, zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie przebieg tego widowiska. Legia przytomnie wykorzystała gorszy moment Pogoni. Ekipa ze Szczecina zagrała poniżej oczekiwań, przez co Wojskowi umacniają się na prowadzeniu i mają już 10 punktów przewagi nad drugą pozycją w tabeli.

Komentarze