Stal wywalczyła remis. Białą Gwiazdę dopadł kryzys

Piłkarze Wisły Kraków
Piłkarze Wisły Kraków Pressfocus

Dalsza rywalizacja w ramach 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy wystartowała od meczów w Białymstoku oraz Lubinie. Jaga podzieliła się punktami po zaciętym starciu ze Stalą Mielec (3:3), natomiast piłkarze Białej Gwiazdy po raz czwarty z rzędu uznali wyższość rywala (1:4).

Niesamowite widowisko w Białymstoku

Jaga gościła na swoim stadionie beniaminka z Mielca. Stal dzielnie walczy o utrzymanie i trzeba przyznać, że w środę podopieczni Gasiora udowodnili to na murawie.

Spotkanie dość szybko ułożyło się po myśli gospodarzy. Jagiellonia objęła prowadzenie już w trzeciej minucie, kiedy piłkę do siatki wpakował Bogdan Tiru. Pomocnik zgubił krycie podczas rzutu rożnego i nie dał większych szans Strączkowi na szybką reakcję. Starcie nabrało tempa, a worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Kilka akcji później kolejne trafienie dla Jagi zdobył Tomas Prikryl. W pewnym momencie Jesus Imaz uruchomił prostopadłym podaniem swojego kolegę, który z impetem wbiegł w pole karne, aż w końcu oddał mocny strzał w kierunku prawego słupka.

Był to intensywny czas na boisku w Białymstoku. Zaledwie pięć minut wystarczyło zawodnikom Stali, żeby wrócić z dalekiej podróży. Wówczas piłka padła łupem Jonathana de Amo. Obrońca z bliskiej odległości, bez większego namysłu uderzył pod samą poprzeczkę, przy okazji zmniejszając też stratę do rywala.

Pomimo szybkiego tempa i wielu strzałów na bramkę, do przerwy nie padło więcej goli. Na brak emocji nie mogliśmy narzekać, ponieważ w pierwszej połowie obie drużyny zaprezentowały się z dobrej strony.

Od początku drugiej połowy oglądaliśmy podobny futbol w wykonaniu obu drużyn. Zarówno Jaga, jak i Stal pragnęła zmienić oblicze tego spotkania i szybko strzelić kolejnego gola. Pomimo wielu dogodnych sytuacji wynik nie ulegał zmianie. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy była słaba skuteczność.

Wszystko zmieniło się w końcówce. Najpierw po krótkiej analizie VAR, Szymon Marciniak przyznał rzut karny dla beniaminka. Jedenastkę na gola bezbłędnie zamienił Maciej Domański. Z kolei później, gdy wydawało się, że w tym starciu padnie remis o swojej obecności przypomniał w 85. minucie Bogdan Tiru. Defensor ustrzelił dublet, dzięki dobrej grze głową w powietrzu podczas rzutu wolnego.

Niesamowitych emocji doświadczyliśmy dosłownie kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Mateusz Mak zapewnił Stali upragniony punkt po precyzyjnym strzale głową z bliskiej odległości. Ostatecznie rywalizacja zakończyła się szalonym remisem 3:3.

Wisła wciąż bez przełamania

Wiślacy wyruszyli do Lubina szukać upragnionego przełamania. Biała Gwiazda od miesiąca czeka na komplet punktów, a do środowego meczu przystępowała po trzech porażkach z rzędu.

Tymczasem gracze Hyballi już od pierwszych minut zepchnęli przeciwnika do głębokiej defensywy. Agresywny styl zmusił Miedziowych do wyprowadzania akcji z kontrataków. Gdy na zegarze wybił kwadrans, futbolówkę do własnej bramki wpakował Sasa Balić. W tym dziele było jednak sporo przypadku, ponieważ obrońca został niefortunnie nabity podczas rzutu rożnego.

Zagłębie wzięło się w garść i zaraz po utracie gola przejęło inicjatywę. Z każdą kolejną akcją gospodarze nabierali większej pewności siebie. Czas mijał, aż w końcu Karol Podoliński doprowadził do remisu. Co ciekawe, napastnikowi asystował Balić, który zrehabilitował się po niefortunnej sytuacji z początku meczu. Trzeba również dodać, że był to debiutancki gol 23-latka w Ekstraklasie. Snajper Miedziowych wykorzystał trochę wolnego miejsca, a po chwili oddał płaski strzał w kierunku lewego słupka.

Natomiast po przerwie Biała Gwiazda zgasła na dobre. Po wymarzonym początku wróciły stare czasy. Miedziowi rzetelnie wykonywali swoje obowiązki i kwadrans przed końcem, udało im się zażegnać niemoc w ofensywie.

Patryk Szysz wykorzystał szkolny błąd golkipera Wisły. Z ostrego kąta zmieścił futbolówkę między nogami bramkarza, zapewniając upragnione prowadzenie swojej drużynie. Po krótkiej chwili było już po meczu. Filip Starzyński zabił jakiekolwiek nadzieje Wiślaków na remis. Doświadczony pomocnik idealnie przymierzył z rzutu wolnego, przez co Lis nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. Przysłowiową “kropkę nad i” postawił Samuel Mraz. Słowak wszedł na boisko w 85. minucie, a 120 sekund cieszył się z gola. 23-latek sprytnie przechytrzył kilku obrońców Białej Gwiazdy i uderzeniem po ziemi ustanowił ostateczny rezultat tego widowiska.

Dla gości jest to już czwarta porażka z rzędu. Nie wiadomo ile cierpliwości mają jeszcze klubowe władze do Hyballi, ale wydaje się, że posada Niemca zaczyna wisieć na włosku.

Komentarze