Raków wykorzystał potknięcia rywali

Raków Częstochowa - Stal Mielec
Raków Częstochowa - Stal Mielec PressFocus

W ostatnim meczu 25. kolejki PKO Ekstraklasy Raków Częstochowa pokonał 2:1 przed własną publicznością Stal Mielec i awansował na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.

Zasłużone zwycięstwo Rakowa

Raków do poniedziałkowego spotkania przystępował ze świadomością, że zdobycie trzech punktów da mu fotel lidera. Podopieczni Marka Papszuna byli również zdecydowanym faworytem tego spotkani i od pierwszej minuty chcieli rywalom udowodnić, że to właśnie oni zasługują na komplet punktów. 

Gospodarze już w 10. minucie byli blisko objęcia prowadzenia. Po strzale Gutkovskisa z ostrego kąta drużynę gości z Mielca uratował słupek. Kilka minut później bramkarza Stali do interwencji uderzeniem zza pola karnego zmusił Sorescu. Damian Primel, który zastępował w bramce Stali Rafała Strączka, nie dał się również pokonać w 35. minucie Iviemu Lopezowi, odbijając piłkę po strzale Hiszpana ze środka pola karnego. 

Raków nie zamierzał się jednak zrażać i szukał kolejnych okazji. Świetną wypracował sobie Wdowiak, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale i tym razem piłka nie wylądowała w siatce. W efekcie na przerwę obie drużyny schodziły na przerwę przy bezbramkowym remisie.

Cztery minuty po przerwie Raków znalazł w końcu sposób na defensywę i bramkarza Stali. W roli głównej wystąpił Sorescu, który ograł w polu karnym dwóch rywali, a następnie strzałem z ostrego kąta trafił do bramki. Utrata bramki podziałała jednak mobilizująco na zawodników gości, którzy w kolejnych minutach odważniej zaatakowali.

W 55. minucie bramkarza Rakowa groźnym strzałem sprawdził Tomasiewicz. Z tym uderzeniem Kovacević sobie jeszcze poradził, ale kilkanaście minut później nie popisał się po strzale Getingera zza pola karnego, w wyniku którego Stal doprowadziła do wyrównania. 

Błędów nie potrafili uniknąć również piłkarze Stali. W 79. minucie prowadzący to spotkanie sędzia podyktował przy karny dla gospodarzy za faul Kasperkiewicza na Wdowiaku, a kilka chwil później na listę strzelców wpisał się Ivi Lopez. Jak się okazało był to gol na wagę wygranej.

Komentarze