Raków Częstochowa
Raków Częstochowa Grzegorz Wajda

Raków nie zrezygnował z walki o mistrzostwo

Rywalizacja pomiędzy Rakowem Częstochowa i Jagiellonią Białystok w cale nas nie rozczarowała. W 13. kolejce zobaczyliśmy ofensywny futbol, a momentami trzeszczały też kości. Krzyżowcy pokonali Jagę 3:2 (1:0), choć o końcowym rezultacie zadecydowały rzuty karne.

Na początku premierowej odsłony piłkarze Jagiellonii zostali zdominowani przez gospodarzy. Krzyżowcy grali bez kompleksów, spychając przeciwnika do głębokiej defensywy i już po upływie kwadransa objęli prowadzenie. Wynik spotkania otworzył Andrzej Niewulis. Obrońca Rakowa bez większego namysłu wykorzystał płaskie zagranie Tudora. 31-latkowi sprzyjało szczęście, rykoszet po, którym piłka wleciała do siatki najzwyczajniej zmylił bramkarza Jagi.

Po pół godzinie walki w Bełchatowie obie ekipy zwolniły tempo, przez co zobaczyliśmy więcej gry fizycznej, szczególnie w środku pola. Jeszcze przed przerwą, sędzia po krótkiej analizie VAR anulował trafienie Sapały, ponieważ oddał on uderzenie z pozycji spalonej. W pierwszej połowie nie było przepaści pomiędzy obiema drużynami, jednak to gospodarze byli zdecydowanie lepiej zorganizowani.

Po przerwie worek z bramkami rozwiązał się na dobre. W 51. minucie indywidualny rajd Tijanicica został przerwany faulem w polu karnym Jagiellonii. Arbiter był blisko całego zdarzenia i wskazał na jedenasty metr od bramki. Karnego na gola pewnie zamienił Petr Schwarz. Od tego momentu Duma Podlasia zaczęła grać wyżej. Pogoń za wynikiem przyniosła oczekiwany skutek dopiero po 69. minutach. Trafienie kontaktowe gościom zapewnił Maciej Makuszewski. Wszystko zaczęło się od zamieszania pod bramką Rakowa, kiedy Puljić uderzył w poprzeczkę piłkę zgarnął Imaz i głową zagrał ją do lepiej ustawionego kolegi. Pomocnik Jagi z kilku metrów wbił futbolówkę do siatki.

Radość Makuszewskiego, który w drugiej połowie pojawił się na boisku nie trwała zbyt długo. Mianowice gracz Jagiellonii po krótkiej chwili sprowokował kolejny rzut karny. VAR rozwiał wszelkie wątpliwości i na jedenastym metrze, znów zobaczyliśmy Schwarza. Tym razem Steinbors wyczuł intencje 29-latka, ale skapitulował. Natomiast w doliczonym czasie gry, parę sekund przed końcem spotkania Imaz zmniejszył straty do jednego gola. Hiszpan nie dał większych szans bramkarzowi z bliskiej odległości, lecz na walkę o remis było już za późno.

Ostatecznie gospodarze odnieśli cenne zwycięstwo, po którym zbliżają się do prowadzącej Legii Warszawa na dwa punkty.

Komentarze