Samobój zadecydował o ostatecznym rezultacie w Gdańsku

Łukasz Zwoliński
Łukasz Zwoliński Pressfocus

Na zakończenie 2. kolejki PKO Ekstraklasy byliśmy świadkami rywalizacji Lechii Gdańsk z Wisłą Płock. Trzeba przyznać, że przez większość czasu obie ekipy prezentowały podobny futbol. Jednak zdecydowanie więcej szczęścia mieli gospodarze, którzy odnieśli premierowe zwycięstwo w nowym sezonie. 1:0 (0:0).

Mecz walki do przerwy

Dość szybko, ponieważ już po dwóch minutach sędzia Frankowski ukarał Jakuba Rzeźniczaka żółtą kartką za bezmyślny faul na rywalu. Przez niemal kwadrans obie drużyny toczyły walkę o środek pola. Jedną z lepszych okazji do strzelenia w tym czasie miała Wisła Płock. W pewnym momencie arbiter wskazał na rzut wolny tuż przed polem karnym Lechii Gdańsk. Strzał ze stałego fragmentu mógł zaskoczyć bramkarza, ale Alomerovic sprytnie sparował futbolówkę na rzut rożny.

Natomiast już po półgodzinie gry, Kałuziński miał znakomitą szansę wpisać się na listę strzelców. Zabrakło tylko parę centymetrów, aby piłka wpadła do bramki obok prawego słupka. Z kolei później tempo meczu zwolniło i przed końcem pierwszej połowy znów na boisku zaczęły trzeszczeć kości. Tym sposobem w odstępie kilkudziesięciu sekund Frankowski pokazał aż trzy żółte kartoniki.

Samobójcze trafienie ustaliło ostateczny rezultat

Druga połowa zupełnie różniła się od swojej poprzedniczki. Po przerwie obie drużyny umieściły piłkę w siatce, lecz tylko jedno trafienie zostało uznane. Lepiej kolejną odsłonę zaczęli piłkarze Wisły. Zaraz po wznowieniu spotkania, Krywociuk próbował zmienić rezultat sprytnym uderzeniem głową. Po raz kolejny gospodarzy przed startą gola uchronił Alomerovic.

Do dyskusyjnej sytuacji doszło w 55. minucie. Golkiper Lechii z początku popisał się znakomitą interwencją przy próbie Michalskiego, jednak pozostał już bezradny do dobitki z bliskiej odległości. Euforia zespołu z Płocka trwała krótko, ponieważ sędzia po krótkiej analizie VAR anulował bramkę z powodu spalonego.

Chwilę później mieliśmy zmianę wyniku. W 63. minucie Ceesay posłał groźną centrę w pole karne płocczan i szczęśliwie nabił Kocyłę, który skierował futbolówkę do własnej bramki. Tym razem wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, co oznaczało prowadzenie Lechii.

Pomimo nieco lepszej dyspozycji Wisły, to gospodarze mieli jeszcze jedną dobrą okazję do strzelenia kolejnego gola. Świetną sytuację zmarnował Zwoliński, który w pojedynku sam na sam nie był w stanie pokonać Gradeckiego.

Ostatecznie więcej bramek nie padło. Lechia zdobyła pierwszy komplet punktów w tym sezonie, natomiast Nafciarze zanotowali drugą porażkę z rzędu.

Komentarze