Mecz z dwoma różnymi obliczami we Wrocławiu

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk fot. PressFocus

Śląsk Wrocław w ostatnim sobotnim meczu 24. kolejki PKO Ekstraklasy zremisował 1:1 ze Śląskiem Wrocław. W 81. minucie piłkę meczową miał Łukasz Zwoliński, który mógł dać trzy oczka gościom. Napastnik Biało-zielonych w sobie tylko znany sposób zmarnował klarowną sytuację.

Asysta Mączyńskie pierwsza klasa

Śląsk Wrocław i zespół z Gdańsk biją się w tej kampanii o miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Wojskowi do sobotniej potyczki przystępowali po pokonaniu Jagiellonii Białystok (1:0). Tymczasem Biało-zieloni w ramach świątecznej kolejki pokonali na swoim obiekcie Zagłębie Lubin (3:1)).

W pierwszej odsłonie byliśmy świadkami o wiele ciekawszego widowiska, niż to, które miało miejsce z udziałem beniaminków w sobotnie popołudnie. Dość powiedzieć, że piłkarze Śląska i Lechii w pierwszych trzech kwadransach meczu oddali łącznie sześć celnych strzałów, co jest naprawdę niezłym bilansem.

Pierwszy gol w meczu padł w ósmej minucie, gdy po wstrzeleniu piłki przez Krzysztofa Mączyńskiego bramkarza gości pokonał Erik Exposito. Hiszpan zdobył siódmą bramkę w sezonie, będąc najlepszym strzelcem w zespole z Wrocławia. Radość gospodarzy z prowadzenia trwała tylko do 34 minuty, gdy sytuację sam na sam wykorzystał Tomasz Makowski. Do przerwy było zatem 1:1.

Pudło Zwolińskiego

Tymczasem pierwsza groźna sytuacja w drugiej połowie miała miejsce w 53. minucie. Bliski zdobycia bramki był Dino Stiglec, który oddał strzał. Był on jednak minimalnie niecelny. Kilka minut później szansę na gola miał z kolei Mateusz Praszelik, ale nie trafił w piłkę i cała akcja spełzła na niczym.

Do końca zawodów ostatecznie wynik już się nie zmienił. Tym samym potyczka z udziałem Śląska i Lechii zakończyła się podziałem punktów. WKS legitymuje się po rozegraniu 24 spotkań dorobkiem 34 punktów. Tymczasem trzy oczka więcej mają podopieczni Piotra Stokowca. W następnej kolejce Śląsk zmierzy się z Górnikiem Zabrze, a lechiści z Piastem Gliwice.

Komentarze