Cztery gole w finale Pucharu Polski. Trofeum wraca do domu

Lech - Raków
Lech - Raków PressFocus

Raków Częstochowa po raz drugi w historii i po raz drugi z rzędu sięgnął po Puchar Polski. Prowadzony przez Marka Papszuna zespół w finałowym meczu pokonał 3:1 Lecha Poznań.

Poniedziałkowy finał miał być piłkarskim świętem, a Stadion Narodowy w Warszawie miał wypełnić się kibicami obu drużyn. Na trybunach pojawili się jednak tylko fani Rakowa. Kibice Lech, którzy licznie przybyli do stolicy nie zdecydowali się wejść na swoje sektory ze względu na obowiązujący zakaz wnoszenia flag.

Nie była to dobra wiadomość dla zawodników Kolejorza, którzy nie mogli liczyć na wsparcie swoich fanów. Jeszcze gorsza nadeszła w 6. minucie, kiedy Raków otworzył wynik spotkania. Po zagraniu z głębi pola, piłkę przed polem karnym Lecha opanował Vladislavs Gutkovskis, a następnie uderzeniem z około 14 metrów nie dał szans Van der Hartowi.

W kolejnych minutach drużyna Marka Papszuna stwarzała sobie kolejne sytuacje. W 13. minucie stuprocentową zmarnował Ivi Lopez, który po dośrodkowaniu z prawej strony boiska, z czterech metrów trafił w bramkarza Lecha. Kolejorz starał się odpowiedzieć, ale miał problemy ze stwarzaniem sobie klarownych sytuacji. Szczęścia próbował między innymi Kamiński, ale uderzył niecelnie. 

Cofnięty na swojej połowie zespół Rakowa wyczekiwał na błąd rywali i okazję do przeprowadzenia kontrataku. Doczekał się w 36. minucie, kiedy drużyna Macieja Skorży straciła piłkę w środkowej strefie boiska. Po przechwycie Ivi Lopez zagrał prostopadle do Mateusza Wdowiaka, który w sytuacji sam na sam z zimną krwią trafił do siatki. Wynik 2:0 nie uległ już zmianie do końca spotkania.

Druga połowa świetnie rozpoczęła się dla Lecha, który w 52. minucie zdobył kontaktowego gola. Do piłki w polu karnym dopadł wówczas Dawid Konwacki i zdecydował się na uderzenie z powietrza. Tor lotu futbolówki zmienił Joao Amaral i wylądowała ona w siatce obok bezradnego Trelowskiego.

W kolejnych minutach inicjatywa należała do Kolejorza, który starał się pójść za ciosem. Obrońcy trofeum skutecznie jednak bronili dostępu do własnej bramki. Losy spotkania definitywnie zostały rozstrzygnięte w 76. minucie. Wówczas Raków zdobył trzeciego gola, odbierając nadzieję rywalom na odrobienie strat. Z piłką w polu karnym świetnie zabrał się Ivi Lopez i mocnym strzałem po ziemi zaskoczył bramkarza rywali. Wynik 3:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego.

Komentarze