Lech Poznań nie rezygnuje z walki o puchary

Piłkarze Lecha
Piłkarze Lecha PressFocus

W PKO BP Ekstraklasie Pogoń Szczecin przegrała z Lechem Poznań 0:1 (0:1). Jedynego gola zdobył Bartosz Salamon. Dla gospodarzy to pierwsza w tym sezonie porażka na własnym boisku. Goście zanotowali natomiast trzecią wygraną z kolei. W tym momencie klub z Wielkopolski (siódme miejsce) traci siedem oczek do podium. Pogoń Szczecin jest na drugiej lokacie. Jeśli Legia Warszawa wygra wyjazdowe spotkanie ze Śląskiem Wrocław, to będzie miała siedem punktów przewagi nad Portowcami.

Początek niedzielnego spotkania był dość spokojny. Gracze Pogoni Szczecin oraz Lecha Poznań mieli spore problemy z konstruowaniem udanych akcji ofensywnych. Brakowało precyzji pod bramką przeciwników i długo musieliśmy czekać na pierwsze groźniejsze sytuacje…

Po pół godzinie gry bliżej zdobycia premierowego trafienia byli zawodnicy z Wielkopolski. Z rzutu wolnego uderzał Dani Ramirez, ale trafił tylko w słupek. Zmieniło się to pięć minut przed zmianą stron. Wtedy to Tiba miękko dośrodkował do Bartosza Salomona, a ten uderzeniem głową pokonał golkipera Pogoni Szczecin.

Kilka minut po zmianie stron zrobiło się groźnie w polu karnym gospodarzy. W futbolówkę nie trafił Mariusz Malec, ale w porę zareagował Dante Stipica, który uprzedził szarżującego Michała Skórasia. W 52. minucie goście byli blisko kolejnego gola. Na strzał zdecydował się Dani Ramirez, lecz nieznacznie chybił. W odpowiedzi Alexander Gorgon wycofał do Sebastiana Kowalczyka, ale ten uderzył wysoko ponad poprzeczką.

Kwadrans potem gospodarze po raz kolejny próbowali zaskoczyć gości. Michał Kucharczyk dośrodkował do Gorgonia, któremu jednak zabrakło precyzji w trakcie oddawania strzału głową. W 83. minucie Rafał Kurzawa wpadł w pole karne ekipy z Wielkopolski, zagrał do Luki Zahovicia, ale napastnik Pogoni Szczecin nie zdołał trafić nawet w światło bramki.

Kilka minut przed końcem podstawowego czasu gry Pogoń Szczecin mogła zdobyć bramkę na 1:1. Próbował Adam Frączczak, lecz na wysokości zadania stanął Mickey van der Hart. Była to interwencja na wagę kompletu punktów dla gości.

Komentarze