Paweł Garyga
Paweł Garyga fot. Paweł Kot

Garyga dla Goal.pl: W Śląsku nikt się mną nie zainteresował

Paweł Garyga to wychowanek Śląska Wrocław, jednak w barwach WKS-u w ekstraklasie zagrał tylko dwa razy. Teraz przenosi się do FC Nantes, z którym wiązać go będzie półroczna umowa! Tuż przed wylotem do Francji z 22-letnim pomocnikiem porozmawiał nasz korespondent.

Czytaj dalej…

Kiedy pojawiły się informacje na temat twojego transferu do Nantes, wiele osób myślało, że to tylko plotki. Ty możesz chyba jednak potwierdzić, że to nie żaden wymysł mediów?

Paweł Garyga (Śląsk Wrocław): – Tak, dokładnie (śmiech). To nie plotka, to rzeczywistość.

Jak to się zatem stało, że z drugiej ligi polskiej trafiłeś do francuskiej Ligue 1?

– Transfer załatwiał Michel Thiry, od którego już półtora roku temu miałem propozycję współpracy. Wcześniej wyszło jednak tak, że to się trochę rozmyło. Ostatnie pół roku byłem natomiast wypożyczony ze Śląska do Polkowic i po powrocie nikt nawet mną się nie zainteresował… Nawet nie wiem czy ktoś przez ostatnie miesiące informował Śląsk jak gram, czy nie. Doszło do tego, że podjąłem decyzję o rozwiązaniu umowy ze Śląskiem. Rozmawiałem z prezesami o mojej przyszłości i doszliśmy do wniosku, że rozwiążemy umowę, skoro sztab szkoleniowy Śląska nawet nie dał mi szansy, by jechać z pierwszą drużyną na obóz szkoleniowy. W środę dostałem natomiast informację, że jest szansa, by pojechać do Francji, bo któryś klub jest zainteresowany moją osobą. Wszystko poszło bardzo szybko i podpisałem umowę z Nantes.

Będziesz trenował z pierwszym zespołem Nantes czy na początku raczej z drużyną rezerw?

– Z tego co wiem, to z pierwszym, ale ciężko mi teraz cokolwiek powiedzieć. Wszystko ustalał Michel, w niedzielę lecę do Francji i w poniedziałek będę się po raz pierwszy widział z prezesem klubu. Na pewno nie będzie tak, że będę grał od razu w podstawowym składzie. Na początku będę musiał się pokazać z dobrej strony. Oni mnie gdzieś tam widzieli, ale wiadomo, że dopiero teraz po raz pierwszy zobaczą mnie na żywo.

Jak uważasz – jesteś w stanie przebić się w nowym klubie?

– To na pewno będzie ciężkie. Duże wyzwanie przede mną, ale nie mogę powiedzieć, że nie.

Utrzesz nosa Śląskowi Wrocław, który w zasadzie nigdy poważnie na ciebie nie postawił?

– Udało mi się dołączyć do pierwszej drużyny Śląska, kiedy trenerem był Orest Lenczyk. Zadebiutowałem u niego w meczu z Koroną, po czym go zwolnili… Od tamtej pory jeździłem na mecze, ale wielkich szans na grę nie miałem. Padła decyzja, że pójdę na wypożyczenie. Dla mnie to, że znalazłem się w Nantes, to już duże wyróżnienie. Myślę, że taki transfer da trochę Śląskowi do myślenia, bo dużo chłopaków z regionu nie przebiło się, mimo, że dobrze grali w piłkę. Niezłym przykładem na to jest choćby Kamil Biliński, który również obrał inną drogę i mu się udało. Inni młodzi zawodnicy także mają ciężką drogę, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

Jak to się stało, że przez tyle lat taki zawodnik jak ty był pod okiem wszystkich, którzy we Wrocławiu mogli się zająć wypromowaniem cię do pierwszej drużyny, a nie zrobił tego nikt poza Lenczykiem?

– Trener Lenczyk jest osobą, u której ciężko było się przebić. W pewnym momencie poczułem jednak, że jakieś zaufanie wobec mnie ma. Mieliśmy nawet taką rozmowę, gdy powiedział mi, że mogę niebawem stworzyć z Waldkiem Sobotą duet skrzydłowych. Było ciężko, bo on również grał o własny wynik, ale wreszcie dał mi zadebiutować z Koroną. Ja tym meczem dałem sygnał, że moja gra na poziomie ekstraklasy jest jak najbardziej możliwa. Ciężko przepracowałem okres przygotowawczy, później na turnieju Polish Masters również nie wypadłem chyba najgorzej, a rywale byli przecież bardzo wymagający. Potoczyło się to jednak tak, jak się potoczyło. Kiedy nie czujesz zaufania osób, które cię prowadzą, ciężko jest pod względem pewności siebie, nie czujesz się mocny psychicznie i nie możesz dać tego, co mógłbyś dać z należytym wsparciem. Inaczej gra się, jeżeli masz pełne zaufanie trenera, a inaczej, gdy każda minuta jest dla ciebie walką o życie.

Myślałeś sobie pół roku temu, że możesz być następcą Waldka Soboty? Wcześniej z klubu odszedł Piotr Ćwielong i trener Levy narzekał raz za razem, że brakuje mu skrzydłowych…

– Rywalizacja była ciężka. Według mnie Sobota i Ćwielong byli w tamtym okresie najlepszymi skrzydłowymi w Polsce. Kiedy odeszli pomyślałem sobie, że taka szansa może się pojawić, dodatkowo przez pryzmat tego, że jestem wychowankiem i tyle lat trenuję we Wrocławiu. Wyszło jednak inaczej, a teraz, gdy wróciłem do Wrocławia, nawet nikt się mną nie zainteresował… Mam nadzieję, że w klubie dojdzie do zmian. Młodzi zawodnicy, którzy są w Śląsku, powinni otrzymać swoją szansę. Oni wcale nie odstają tak bardzo od pozostałych! W Śląsku wielu jest piłkarzy spoza Polski, są gracze, którzy coś w życiu osiągnęli i gdy trener ma do wyboru młodego, niedoświadczonego chłopaka, a zawodnika, który pograł swoje za granicą, wiadomo, że wybierze opcję numer dwa. Gra się o punkty i duże pieniądze, więc ja to rozumiem, ale z tego co wiem, we Wrocławiu chcą to zmienić. Po rozmowie z prezesami mogę powiedzieć, że będą chcieli stawiać na młodzież i szkielet zespołu będą chcieli oprzeć na wychowankach. To, co mówił mi prezes, wydawało się wiarygodne.

Masz do kogoś pretensje o to, że nie dając ci szansy w pewien sposób przyblokował twoją karierę?

– Pretensje? Ciężko powiedzieć. Może gdybym trafił na inną osobę, nie byłoby takiej gadki. Półtora roku temu przedłużałem umowę ze Śląskiem, może gdyby nie to, już dawno byłbym gdzieś indziej? Może potoczyłoby się to inaczej? Podjąłem taką decyzję, by grać dla klubu, w którym się wychowałem, ale nie wyszło.

Od kiedy obserwowało cię Nantes?

– Wydaje mi się, że Michel szykował to już wcześniej, a dla mnie była to tajemnica. No, może nie tajemnica, ale chodziło o to, by zbytnio tego nie nagłośnić. Z tego co ja wiem, gdzieś moje nazwisko zakręciło się w Nantes wcześniej, ale o szczegółach trzeba by rozmawiać już z Michelem. Sam będę się z nim widział dopiero teraz, bo on pilotował wszystko we Francji.

Dzień przed podpisaniem kontraktu z Nantes rozwiązałeś kontrakt ze Śląskiem za porozumieniem stron, czyli już wiedziałeś co jest na rzeczy. A Śląsk? Znali twoje plany?

– Nie wiedziałem. Wiedziałem, że najprawdopodobniej wyjadę, ale nie do końca wiedziałem, do jakiego klubu. Najważniejsze było dla mnie to, by rozwiązać umowę ze Śląskiem. Mogłem też trafić do klubu w Polsce.

Jakieś oferty z ekstraklasy były?

– To załatwiał z kolei mój menedżer Kamil Burzec. Zaczął działać i kilka opcji, również z ekstraklasy, było. Ale kluby były na obozach i czekaliśmy na rozwiązanie mojej aktualnej umowy. Rozmowy były zatem prowadzone, ale bez konkretów. Wyszło tak, że kiedy rozwiązałem umowę ze Śląskiem, dzień później rano dowiedziałem się o możliwości transferu do Francji i dlatego jadę tam. Na stole umowy od żadnego polskiego klubu nie miałem, ale myślę, że też znalazłbym sobie miejsce w ekstraklasie.

Otrzymałeś tylko półroczny kontrakt, wszystko więc teraz zależy tylko od tego, jak zaprezentujesz się we Francji. Wszystko w twoich nogach.

– Dokładnie. Klub podjął taką decyzję, że podpisze kontrakt na pół roku, bym w tym czasie mógł się sprawdzić i im pokazać. Jeżeli będą zadowoleni, umowa zostanie przedłużona o kolejne dwa lata. Myślę, że to realne, bo jadę tam ciężko pracować i na pewno ten okres nie będzie dla mnie stracony. Wyjazd do Nantes to dla mnie motywujący bodziec. Albo będę grał na poziomie francuskiej Ligue 1, albo sprowadzi mnie to na ziemię i będę musiał szukać innego rozwiązania. Przecież może się okazać, że Francja to dla mnie za wysokie progi… Z drugiej jednak strony, może być tak, że szybko zaadaptuję się w nowym środowisku i będzie dobrze.

Rozmawiał Przemysław Mamczak

Komentarze