Jarosław Fojut
Jarosław Fojut fot. ASInfo

Fojut dla Goal.pl: Odrodziłem się

Jarosław Fojut swego czasu był krok od gry w Celticu Glasgow. Poważna kontuzja mocno zastopowała jednak karierę polskiego obrońcy, który w ostatnim roku odbudowywał się w Norwegii. O Tromso, minionych dwunastu miesiącach, Śląsku Wrocław i świątecznych życzeniach Fojut opowiada w rozmowie z Goal.pl!

Czytaj dalej…

Ostatni rok spędziłeś w Norwegii, czyli miejscu dla piłkarza dość egzotycznym. Jak wrażenia?

Jarosław Fojut (Tromso): – Wrażenia bardzo pozytywne. Oczywiście wszyscy patrzą na ten rok przez pryzmat spadku, aczkolwiek ja uważam, że to był pozytywny rok. Zagrałem dużo meczów, poznałem inny kraj i w pewnym sensie odrodziłem się po rocznej przerwie w graniu.

Wyniki sportowe mocno rozczarowały, rok temu czołówka tabeli, w tym sezonie graliście w Lidze Europejskiej, a tu… spadek. Czym byś to wytłumaczył?

– Tak naprawdę jest wiele czynników, które doprowadziły do spadku naszego zespołu. Największym problemem było to, że po zmianie trenera nie przyzwyczailiśmy się do stylu, który nam narzucił. Mimo że graliśmy fajnie, zabrakło punktów. Zabrakło też doświadczenia po odejściu wielu kluczowych zawodników.

Kontrakt z Tromso podpisałeś na dwa i pół roku. Czy po spadku z ligi nadal będzie on obowiązywał czy miałeś jakąś klauzulę?

– Nadal obowiązuje, spadek nie zmienia w mojej sytuacji niczego.

Będziesz chciał znaleźć coś innego? Bo, jakby nie patrzeć, z zespołu walczącego w europejskich pucharach, zrobiła się druga liga norweska…

– Tak, zrobiła się, ale ja byłem jedną z osób, które do tego doprowadziły. W każdym razie moja sytuacja wygląda następująco: jeśli jakiś klub przyjdzie i zapłaci odpowiednie pieniądze, będę mógł odejść. Nie ukrywam, że odchodząc do Tromso liczyłem na to, że po jakimś czasie będę mógł odejść. Klub to wie, ja to wiem i taki jest plan. Prawdę mówiąc plany się nie zmieniły i jeśli będzie odpowiedni klub, który będzie mnie chciał, to odejdę. Jeżeli nie – zostaję.

Co w ubiegłym roku zaskoczyło cię w Norwegii najmocniej?

– Na pewno poziom fizyczny przygotowania zespołu. To naprawdę czołówka Europy. Trzeba dużo z siebie dawać i być świetnie przygotowanym, by radzić sobie przez cały sezon. Co jeszcze? Nie ma wielu takich rzeczy, byłem przygotowany do tego, co zastałem w Norwegii i niewiele mnie tam zaskoczyło.

Wrzucałeś na Twittera ciekawe zdjęcia z Norwegii – Łukasz Gikiewicz na Facebooku chwali pogodę na Cyprze, a ty pokazujesz, jak zasypało was śniegiem…

– Tak, ale jak mówię – byłem na to przygotowany odchodząc do klubu, który znajduje się poza kołem podbiegunowym. To mnie nie zaskoczyło, ale było jakąś ciekawostką dla ludzi, dlatego wrzucałem takie zdjęcia. Wiedziałem, co czeka mnie w Norwegii – temperatury, ilość śniegu, całodniowa noc czy Słońce przez cały dzień w lecie? Fajna przygoda, fajne doświadczenie.

Zdaje się, że bardziej mogłeś też poświęcić się swojemu hobby – wędkarstwu.

– Zdecydowanie. Norwegia to chyba najlepszy na świecie kraj pod tym względem. W wolnych chwilach wyskoczyć nad wodę było wielką przyjemnością. Tym bardziej, że wiemy jak jest w Polsce z rybami w jeziorach – czasem więcej jest kłusowników niż samych ryb. To była dobra odskocznia od piłki.

Ciężko było przestawić organizm na taką aurę?

– Nie, to kwestia dwóch, trzech treningów w niższej temperaturze i organizm się przyzwyczaja. Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie miałem problemów z treningami w niższych temperaturach.

Teraz przebywasz we Wrocławiu, tak?

– Tak, w sumie od trzech-czterech lat to mój i mojej żony dom, i tu spędzamy Święta. Tym razem pierwszy raz będziemy sami, tak jakoś wyszło. Ale można powiedzieć, że Wrocław to nasz dom.

Miałeś jakiś kontakt ze Śląskiem? We Wrocławiu nie są zainteresowani twoim powrotem?

– Żadnych oficjalnych rozmów nie było. W tym momencie klub przechodzi przez inne sprawy niż podpisywanie kontraktów czy rozmowy z zawodnikami. Żadnych rozmów więc nie było, tyle w tym temacie.

Śledziłeś ostatnio wyniki i mecze Śląska? Masz na pewno kontakt choćby z Sebastianem Milą.

– Pewnie, choć nie mam kontaktu z wieloma chłopakami obecnie występującymi w Śląsku, mam stały kontakt z tymi, którzy grali razem ze mną. Cały czas śledzę i kibicuję chłopakom, licząc na to, że uda im się jeszcze awansować do pierwszej ósemki tabeli.

Jakbyś ocenił jesień w wykonaniu Śląska? Pozycja nie najlepsza, tym bardziej patrząc na poprzednie lata, w których regularnie znajdowaliście się na podium rozgrywek.

– Na pewno 13. miejsce jest rozczarowaniem. I oni to wszyscy wiedzą, czują to. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że potencjał zespołu jest dużo większy. Aczkolwiek w ostatnich dwóch latach doszło do naprawdę wielu zmian i czasem w takich chwilach potrzeba trochę więcej czasu i cierpliwości, by stworzyć zespół, który będzie wygrywał. Nie jest fajnie oglądać chłopaków na tej pozycji w tabeli, ale po tylu meczach to nie jest też przypadek. Coś tam nie funkcjonuje tak, jak powinno funkcjonować. Śląsk ma jednak wielu bardzo dobrych zawodników i w przyszłym roku liczę na poprawę.

Nie sposób nie zapytać cię o nowego trenera Legii – Norwega Henninga Berga.

– Nie mogę powiedzieć wielu ciekawych rzeczy na jego temat, bo ani nie konsultowałem się z chłopakami z Norwegii, ani nie pytałem jeszcze o niego. Ale fajnie, że ja gram w Tromso, a w polskiej lidze, jeszcze w moim ulubionym klubie, jest norweski akcent. Dobrze by było, gdyby plany prezesa i klubu wypaliły i Legia zrobiła krok do przodu. Fajnie, by mogła zaprezentować się na najwyższym poziomie europejskim.

W Norwegii mówi się na ten temat?

– Ja wiem tyle, ile piszą w Polsce. Nie śledzę norweskich mediów, ale Berg to legenda kraju, grał bardzo wiele w Premiership i świętował również sukcesy z reprezentacją, więc piszą na pewno dużo. To też fajny akcent dla nich, że norweski trener objął czołowy polski klub.

Wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czego możemy ci w związku z tym życzyć?

– Patrząc na ostatni rok, to można mi życzyć takiego samego roku, jak ten miniony. Wtedy będę bardzo zadowolony.

Rozmawiał Przemysław Mamczak

Komentarze