Dramat Lecha w końcówce! Kapitalny comeback Stali

Lech Poznań - Stal Mielec
Lech Poznań - Stal Mielec Pressfocus

Lech jeszcze w 88. minucie prowadził na własnym stadionie 1:0 ze Stalą Mielec. Później zdarzyło się coś trudnego to wytłumaczenia. Goście zdobyli dwie bramki i z Poznania wywożą arcyważne trzy punkty.

Lech na własne życzenie wypisał się z walki o europejskie puchary. Poznaniacy w sobotni wieczór chcieli zrehabilitować się za ostatnią porażkę z Podbeskidziem. Tym razem przeciwnikiem zespołu Macieja Skorży był inny beniaminek – Stal Mielec.

Precyzja kulą o nogi obu zespołów

Początek meczu w Poznaniu niestety wyglądał niemal identycznie jak cała pierwsza połowa. Lech skrupulatnie budował przewagę w posiadaniu piłki. Wymieniał wiele podań, ale nie wpłynęły one na zagrożenie w szesnastce oponenta. Mielczanie akceptowali tę sytuację i dostosowali się do mocno przeciętnego poziomu gry przeciwnika. Przed przerwą obie drużyny oddały łącznie dziesięć strzałów, z czego trzy celne. Mało.

Boczni obrońcy kluczem do sukcesu

Druga odsłona tego spotkania łudząco przypominała pierwszą. Lech ponownie zdominował posiadanie piłki, chociaż intensywność gry gospodarzy pozostawiała wiele do życzenia. Poznaniacy nie odpuszczali jednak i dążyli do zdobycia bramki na wagę zwycięstwa. W 80. minucie częściowo dopięli swego. Wówczas Alan Czerwiński dośrodkował do Tymoteusza Puchacza, który nie zastanawiał się przymierzył świetnie w tuż przy słupku. Futbolówka odbiła się jeszcze od jednego z rywali i trafiła do siatki.

Szok w Poznaniu

Stal stworzyła niewiele okazji strzeleckich nie gdyby przegrała, nie mogłaby mieć specjalnych pretensji. Tymczasem w 84. minucie trener Włodzimierz Gąsior wpuścił na boisko Petteriego Forsella, który odegrał istotną rolę w końcówce. Pięć minut później Fin wrzucił piłkę w szesnastkę, gdzie powstało ogromne zamieszanie. Vasyl Kravets próbował oddalić zagrożenie, ale zdobył bramkę samobójczą. Sytuacja ta była dość długo analizowana przez sędziów w wozie VAR. Uznali oni jednak, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

Kibice Lecha mogli mieć spore pretensje do swoich ulubieńców o remis 1:1. W siódmej minucie doliczonego czasu gry, poznaniacy stracili gola na 1:2. Ponownie futbolówkę w pole karne z autu wrzucił Forsell, a tam świetnie odnalazł się Jonathan De Amo. Hiszpan pokonał Filipa Bednarka i wprawił w euforię fanów Stali, którzy wygrali i zdobyli arcyważny komplet punków.

Komentarze