Częstochowianie blisko Europy. Udany powrót Rakowa do domu

Raków Częstochowa - Śląsk Wrocław
Raków Częstochowa - Śląsk Wrocław Pressfocus

Nie było niespodzianki w pierwszym piątkowym meczu 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Raków do przerwy remisował bezbramkowo ze Śląskiem, ale w drugiej połowie był skuteczniejszy i finalnie triumfował 2:0. Dla zespołu Marka Papszuna był to pierwszy mecz w tym sezonie rozegrany w Częstochowie.

27. kolejka PKO BP Ekstraklasy rozpoczynała się kapitalnie, bo od starcia trzeciego Rakowa, z piątym Śląskiem. Potyczka ta była szczególnie istotna dla drużyny Marka Papszuna, która rozgrywała pierwszy w tym sezonie mecz na stadionie w Częstochowie.

Był apetyt na więcej

Spotkanie lepiej rozpoczęli gracze Rakowa, którzy byli aktywni w ofensywie. Prowadzenie mogli objąć w czwartej minucie, gdy Ben Lederman przymierzył z dystansu. Michal Szromnik złapał jednak piłkę. Bramkarz gości ponownie musiał wykazać się po uderzeniu Vladislavsa Gutkovskisa. Wówczas ponownie interweniował skutecznie.

Śląsk miał momenty niezłej gry. Oddał trzy strzały, z czego dwa celne. Nie były one jednak najlepszej jakości i Dominik Holec nie miał wiele pracy. Do przerwy na stadionie nie zobaczyliśmy gola.

Wymiana ciosów po przerwie

Druga połowa była znacznie lepsza. Chwilę po wznowieniu gry przyzwoitą okazją na strzelenie gola miał Dino Stiglec, ale Chorwat uderzył wysoko ponad bramką. Znacznie lepiej minutę później zachował się jego rodak z drużyny przeciwnej. Fran Tudor minął zwodem rywali i wbiegł w szesnastkę, a następnie podał w kierunku ustawionego tyłem do bramki Gutkovskisa. Łotysz odegrał przytomnie do Davida Tijanicia, który przymierzył świetnie w lewy dolny róg bramki.

Jacek Magiera dostrzegł, że zespół nie realizuje założeń taktycznych i zareagował potrójną zmianą. Wpłynęło to pozytywnie na piłkarzy Śląska, którzy mogli doprowadzić do remisu. Waldemarowi Sobocie i Israelowi Puerto zabrakło jednak precyzji.

Raków był mocny w piątkowej potyczce, a w 73. minucie poczuł się jeszcze pewniej. Konrad Poprawa sfaulował tuż przed polem karnym Jakuba Araka, który miałby sytuację sam na sam z bramkarzem. Paweł Raczkowski pokazał defensorowi gości czerwoną kartkę. Spowodowało to, że wrocławianie mieli problemy w ataku i obronie.

Częstochowianie dążyli do podwyższenia prowadzenie, co udało im się pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Wówczas Ivi Lopez odegrał do Marcina Cebuli, który zwiódł Łukasza Bejgera i pokonał bramkarza. Tym samym ustalił wynik tej potyczki na 2:0 dla Rakowa.

Komentarze