Piotr Ćwielong
Piotr Ćwielong Fot. ASInfo

Ćwielong: Brakowało mi drużyny!

Po zakończeniu poprzedniego sezonu wydawało się, że Piotr Ćwielong opuści wrocławski Śląsk. Wszak nie interesowała go współpraca z “panem od wuefu”, jak nazwał w jednym z wywiadów Oresta Lenczyka. Na inaugurację ligi “Pepe” wrócił jednak do kadry mistrzów Polski i… zagrał z Widzewem!

Czytaj dalej…

Spodziewałeś się, że możesz zagrać przeciwko Widzewowi w meczu pierwszej kolejki T-Mobile Ekstraklasy?

Piotr Ćwielong (Śląsk Wrocław): – Nie spodziewałem się. Jeszcze trzy dni temu trenowałem indywidualnie! Bardzo się cieszę, że wróciłem do drużyny, bo brakowało mi tego. Wiemy, jaka jest sytuacja i chciałbym bardzo pomóc chłopakom.

To już powrót na stałe do Śląska?

– Zostałem zgłoszony do rozgrywek, ale tak naprawdę 31 sierpnia podaje się ostateczną listę, więc tak z trenerem się umówiłem. Teraz jestem zgłoszony, a co będzie dalej to zobaczymy.

Czyli dalej poszukujesz klubu?

– Nie, nie poszukuję. Ja to wszystko robię, żeby zostać we Wrocławiu.

Byłeś bliski gry w Polonii Warszawa. Przeszkodził ci jednak uraz…

– Tak, może widocznie tak miało być.

Ale to nie był poważny uraz, skoro zagrałeś już w ekstraklasie?

– Oni myśleli, że poważny. Od razu przyjechałem do Wrocławia i z fizjoterapeutami oraz masażystami bardzo szybko doszedłem do siebie. Teraz jestem z powrotem w Śląsku i z tego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że tak musiało być.

Czujesz, że nie odstajesz od innych? Nie przepracowałeś okresu przygotowawczego z resztą drużyny…

– Nikomu nie życzę trenować dwa miesiące samemu. Ale miałem trenera od przygotowania fizycznego i mogę mu bardzo za to podziękować. Chodzi o Marka Świdra, wygląda jak Carles Puyol (śmiech). Dzięki niemu wiem, że jestem dobrze przygotowany.

A wracając do ligowej inauguracji: chyba nie tak wyobrażaliście sobie start nowego sezonu?

– Na pewno nie. Piłkarsko jesteśmy lepszą drużyną. Coś się jednak dzieje… Widzew strzelił bramkę i wszystko im wychodziło. Ciężko powiedzieć, co naprawdę się stało.

Okazji strzeleckich nie brakowało…

– No właśnie, nie brakowało. To jest właśnie to, że tak klarownych sytuacji się nie wykorzystuje. Może to też zaważyło na tym, że przegraliśmy mecz.

Wcześniejsze mecze w europejskich pucharach oglądałeś w telewizji?

– Nie oglądałem, tylko śledziłem ze trybun stadionu.

Ale również te wyjazdowe, na nich nie byłeś. Co sądzisz o dotychczasowej grze Śląska?

– Bardzo kibicowałem, aczkolwiek było mi szkoda, że nie mogę w tym uczestniczyć. Było ciężko, teraz jest dla Śląska w ogóle ciężki okres. Ale myślę, że to szybko minie.

Rozmawiał w Łodzi, Przemysław Mamczak

Komentarze