Ararat – Śląsk: Wojskowi udowodnili, że idą w dobrym kierunku

Piłkarze Śląska Wrocław
Piłkarze Śląska Wrocław Pressfocus

Śląsk Wrocław w II. rundzie eliminacji do Ligi Konferencji musiał stawić czoła Ararat Erywań. Ekipa z Armenii w początkowej fazie meczu dzielnie utrzymywała tempo narzucane przez Wojskowych. Zdecydowanie więcej działo się już po przerwie, gdzie padły aż trzy gole i starcie finalnie zakończyło się cennym zwycięstwem podopiecznych Jacka Magiery 4:2 (1:0).

Dobry początek wrocławian zwieńczony golem

Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego Śląsk Wrocław ruszył na przeciwnika. Początkowo Ararat ograniczyło się jedynie do zadań defensywnych, ale z upływem czasu gospodarze nabierali coraz większości siebie.

Właśnie kilka sekund nieuwagi i rozluźnienia wykorzystał Wojciech Golla, który idealnie wykończył dośrodkowanie Mączyńskiego i wpakował piłkę do siatki głową.

Gracze Ararat próbowali szybko doprowadzić do remisu jednak dobrze przygotowany zespół Jacka Magiery skutecznie odpierał każdy groźny atak. Efektem tego była narastająca frustracja wśród piłkarzy z Erywania. Świadczą o tym trzy żółte kartki podyktowane w odstępie sześciu minut.

W konsekwencji końcówka pierwszej odsłony nie należała do najpiękniejszych, ponieważ na boisku zobaczyliśmy sporo twardej walki i zdecydowanie za mało ciekawych rozwiązań taktycznych.

Druga połowa trzymała nas w napięciu od początku do końca

Zupełnie inaczej mecz potoczył się po przerwie. Zirytowani gospodarze ruszyli odrabiać straty. Niespodziewanie remis Ararat zapewnił już w 48. minucie Bravo, który potężnym strzałem głową nie dał większych szans Szromnikowi.

Co ciekawe, odpowiedź Śląska była natychmiastowa. Chwilę później polski zespół ponownie wysunął się na prowadzenie. Tym razem Piasecki zamienił centrę Exposito na gola również po uderzeniu głową.

Przez kolejny kwadrans niewiele się działo. Wciąż stroną dominującą był Śląsk, ale przez słabą skuteczność wynik nie ulegał zmianie. Dopiero w 70. minucie Pich podwyższył rezultat. Najpierw na dużej szybkości minął kilku obrońców, z kolei później wpakował futbolówkę do ziemi płaskim strzałem w kierunku lewego słupka.

Nie był to jednak koniec strzeleckich emocji. Gospodarze nie dali tak łatwo za wygraną i w 84. minucie rozmiary porażki zmniejszył Razmik Hakobjan. Natomiast w doliczonym czasie gry spokój wrocławianom na dobre zapewnił Pich, który ponownie umieścił piłkę w siatce, ustalając przy okazji ostateczny rezultat tego widowiska.

Trzeba przyznać, że nie był to łatwy mecz dla Śląska, ale pokazał, że drużyna jest na dobrej drodze i umie wychodzić z kryzysu na terenie rywala.

Komentarze