REKLAMA
REKLAMA

Ligowe HAHAHA: 29. kolejka Lotto Ekstraklasy

dodał: Łukasz Pawlik  |  źródło: Goal.pl  |  20.04.2017 10:00
Zdaniem wielu polska piłka to dno, stąd Ligowe HAHAHA. Poza tym lubię się śmiać, bo śmiech to zdrowie, jak to mówią. Wiadomo też, że piłka nożna to najważniejsza sprawa z tych najmniej ważnych, więc można do niej podchodzić z dystansem. W związku z tym po odpięciu pasów po ligowych zmaganiach chciałbym zachęcić Was na zetknięcie się z bezprecedensowymi i nierzadko odważnymi poglądami przedstawionymi w krzywym zwierciadle, a związanymi z ligowymi realiami w naszym kraju. Przygotujcie sobie herbatę, piwko, wino, herbatkę lub co tam chcecie i luknijcie. Czasu nie zmarnujecie, a może i się uśmiechniecie.

NIEBIESCY SKAZANI NA WALKĘ O LIGOWY BYT

Jeden z dwóch pierwszych sobotnich meczów otwierających zmagania w ramach 29. kolejki polskiej ekstraklasy rozegrany był w Chorzowie. Ruch Chorzów musiał wygrać, aby oddalić od siebie widmo spadku z ligi. Z kolei Pogoń Szczecin wciąż marzyła o grze w grupie mistrzowskiej. Aby pragnienie o grze w pierwszej ósemce w rundzie finałowej zostały zrealizowane, to potrzebna była pełna pula na Śląsku. Pomóc w tym miał niezwykle wszechstronny Adam Frączczak. Jednocześnie mieliśmy do czynienia ze starciem czołowych polskich napastników ligi, bo w zespole gospodarzy był przecież Jarosław Niezgoda.

Podopieczni Waldemara Fornalika z niemałymi niespodziankami w wyjściowym zestawieniu zaczęli spotkanie. W obronie zabrakło Michała Helika, którego zastąpił na środku defensywy Marcin Kowalczyk. Jednak największe zaskoczenie miało miejsce w środku pola, gdzie zamiast kontuzjowanego Patryka Lipskiego pojawił się Bartosz Nowak. U gości zagrali natomiast młodzi i gniewni, czyli Dawid Kort oraz Marcin Listkowski. Ponadto o sile ofensywnej szczecinian mieli decydować Adam Guyrcso i Spas Delew. Węgier i Bułgar to aktualnie najmocniejsze ogniwa Portowców.

Od pierwszych fragmentów rywalizacji na obiekcie w Chorzowie było ciekawie. Swoje szanse mieli Guycso oraz Miłosz Przybecki, ale w pierwszym kwadransie wynik się nie zmienił. Pierwszy gol padł natomiast w 27. minucie, gdy po jednym ze strzałów piłkarza Pogoni piłka odbiła się od Rafała Grodzickiego i wylądowała w siatce. Tym samym środkowy defensor Niebieskich podobnie jak w boju z Koroną Kielce zaliczył trafienie samobójcze. Jednak graczem, którego gra mogła się podobać najbardziej, był "Listek". Wszędzie go było pełno, a ponadto mijał piłkarzy rywali niczym slalomowe tyczki.




Listkowski mógł doprowadzić piłkarzy Ruchu do wstrząsu nie mniejszego niż barman przygotowujący koktajl z wódki i miodu. Gola może zawodnik Dumy Pomorza nie strzelił, ale był jedną z pierwszoplanowych postaci w swoim zespole. Tymczasem jeszcze w pierwszej odsłonie tego starcia do remisu doprowadził team z Chorzowa, a przyczynił się do tego przede wszystkim Jakub Słowik, który chyba pozazdrościł interwencji Mariuszowi Pawełkowi z boju Cracovii ze Śląskiem Wrocław i tym razem sam postanowił wyróżnić się puszczonym "babolem".

Ostatnie słowo należało do ekipy znad morza, gdy szalę zwycięstwa na stronę wygranej Pogoni przechylił Frączczak, który sprawił, że Pogoń wciąż jest w grze o grupę mistrzowską. Z kolei Ruch aktualnie jest na pozycji spadkowej, co może się nie zmienić po 30 kolejkach ligowych, zważywszy na to, że chorzowian czeka teraz starcie z Lechem Poznań. Szczecinianie natomiast w najbliższą sobotę podejmować będą u siebie Lechię Gdańsk, a zatem ciosów w tym meczu nie powinno być mniej, niż w pojedynku Andrzeja Gołoty z Lenoxem Lewisem.




WROCŁAWSKA RZECZYWISTOŚĆ

Rywalizacja wrocławskiego Śląska z Górnikiem Łęczna nie wyróżniała się jako najbardziej pasjonujące widowisko sobotniego popołudnia. Jednak o to, aby było ciekawie, jak zwykle postarał się trener Franciszek Smuda, który tuż przed meczem stwierdził, że nie przypomina sobie, aby przegrywał w Wielką Sobotę. Można było zatem oczekiwać cudów w wykonaniu byłego selekcjonera reprezentacji Polski, biorąc pod uwagę to, że ekipa Smudy była czerwoną latarnią rozgrywek.

Bez Leandro i Gersona, ale z Bartoszem Śpiączką zawodnicy Dumy Lubelszczyzny przystępowali do potyczki z WKS-em. W szeregach gospodarzy do meczowego składu wrócił z kolei Łukasz Madej, który zaczął zawody z Górnikami od pierwszej minuty w wyjściowym składzie. Najwięcej miało jednak zależeć w ofensywie od Sito Riery i Kamila Bilińskiego, na których trener Jan Urban postawił w przedniej formacji. Szczególnie na tego drugiego liczył opiekun WKS-u.




42 minuty gry to był pokaz skutecznej postawy wrocławian, którzy w tym czasie zdołali zdobyć dwie bramki. Najpierw na listę strzelców wpisał się Biliński, a później do siatki rywali trafił Robert Pich. Niemniej po zmianie stron ekipa z Łęcznej zdołała odrobić straty, mimo że pierwsze fragmenty drugiej części należały do gospodarzy. Ze świetnej strony pokazał się jednak Grzegorz Bonin, który popisał się genialną centrą do Szymona Drewniaka, który uderzeniem głową strzelił gola kontaktowego. Gol palce lizać. Wyszedł z pomocnika Górników ciasteczkowy potwór.

Z kolei w 81. minucie Zielono-czarni doprowadzili do wyrównania stanu rywalizacji. Tym samym sportowa złość po nieudanym starciu z Pasami nie miała przełożenia na końcowy rezultat sobotniej potyczki, bo Śląsk na własne życzenie zremisował z Górnikiem. Chociaż niewykluczone, że porażka Wojskowym wyjdzie na dobre, bo jeśli wrocławianie zakończą rozgrywki rundy zasadniczej polskiej ekstraklasy na 11. miejscu, to będą rozgrywać cztery mecze w roli gospodarza.




PROBIERZA DZIWNE ZAGRANIA

Szkoleniowiec Jagiellonii Białystok słynie z tego, że lubi wypowiadać się na temat przydatności obcokrajowców w polskiej ekstraklasie. Tymczasem sam w sobotnim boju Lotto Ekstraklasy przeciwko Cracovii w wyjściowym składzie postawił na sześciu cudzoziemców. Warto jednak podkreślić, że każdy z zagranicznych zawodników Jagiellonii potrafi zrobić różnicę na boisku, o czym najlepiej świadczy fakt, że gra w tej ekipie Cilian Sheridan.

Natomiast w zespole z Małopolski tak barwnie nie jest z cudzoziemcami. Dość powiedzieć, że przeciwko Dumie Podlasia w pierwszym składzie trener Jacek Zieliński postawił tylko na Deleu oraz Erka Jendriska. Jako wysunięty napastnik w drużynie Pasów wystąpił Mateusz Szczepaniak, ale bramki były zawodnik Podbeskidzia Bielsko-Biała nie zdobył, a tym samym mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Białostoczanie i krakowianie mieli swoje sytuacje, ale nie miało to przełożenia na końcowy rezultat rywalizacji. Lider nie zaliczył tym samym swojego piątego zwycięstwa z rzędu na swoim obiekcie, co wydawało się przed pierwszym gwizdkiem sędziego bardzo prawdopodobne. Tym bardziej że Cracovia w tej kampanii nie należy do najlepszych zespołów grających na obiektach rywali. Ostatecznie seans niewykorzystanych sytuacji strzeleckich z pierwszej połowy zakończył się rezultatem 0:0.




ANTYINSEKT NIE POMÓGŁ, ROBAK UKĄSIŁ

Kolejorz po pechowej porażce z Legią Warszawa do potyczki z Wisłą Płock podchodził niezwykle zdeterminowany, aby wygrać mecz. Pomóc w tym miał przede wszystkim Marcin Robak, któremu nie przeszkadzało w trakcie sobotniego starcia to, że na bandach reklamowych niejednokrotnie przewijała się reklama "AntyInsekta", która miała ciekawy kontekst. Tym bardziej że napastnik Lecha Poznań postanowił po raz kolejny w tym sezonie powiększyć swój dorobek strzelecki.




Robak w boju z Nafciarzami dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Jedno trafienie dołożył Radosław Majewski. Tym samym ulubiony rezultat poznańskiej ekipy w rundzie wiosennej kolejny raz miał miejsce. Ciekawostką jest fakt, do którego dotarli statystycy Ekstrastats.pl, że team z Wielkopolski zgromadził już w polskiej ekstraklasie 1999 punktów w całej swojej historii. Co ciekawe wygląda na to, że talizmanem Lecha jest Maciej Wilusz, który, gdy tylko grał w tym roku, to Kolejorz wygrywał (sześć zwycięstw i jeden remis Lech). Gdy jednak 28-latka zabrakło, to Lech tracił punkty (przegrana i remis).

SŁONIE W KOŃCU Z KOMPLETEM

Rozłożona na dwa dni 29. kolejka Lotto Ekstraklasy swój drugi rozdział miała w Lany Poniedziałek. Jednym z dwóch pierwszych bojów w tym dniu było starcie Bruk-Betu Termaliki Nieciecza z Piastem Gliwice. Gospodarze podchodzili do tej potyczki, będąc po 28 kolejkach ligowych po raz pierwszy w tym sezonie w drugiej połówce w ligowej stawce. Gliwiczanie z kolei po dwóch remisach z rzędu chcieli wrócić na ścieżkę ze zwycięstw.

Słoniki prowadzenie objęli już w pierwszych fragmentach rywalizacji, gdy na listę strzelców wpisał się Dawid Nowak. Były piłkarz Cracovii zaprezentował się ze świetnej strony, popisując się pięknym uderzeniem z przewrotki. Mimo że piłkarze Piastunek wyszli na spotkanie z Pomarańczowymi bardzo ofensywnie z Gerardem Badią na czele, to ostatecznie na przerwę wynik mieli niekorzystny.




W drugiej odsłonie gliwiczanie robili, co w ich mocy, aby odrobić straty, co starali się wykorzystać gospodarze, czekając na kontry. Przynajmniej po dwóch tego typu sytuacjach niecieczanie powinni podwyższyć prowadzenie, ale bez efektu. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsza wygrana Bruk-Betu Termaliki w 2017 roku stała się faktem, więc ślimaczym krokiem Słoniki nie chcą odpuszczać jeszcze walki o pierwszą ósemkę.

LEGIA Z KORONĄ PODZIELIŁY SIĘ JAJECZKIEM

Po wygranej Legii Warszawa z Lechem Poznań wszystko wskazywało na to, że w starciu z Koroną Kielce legioniści sięgną po trzy "oczka". Tym bardziej że podopieczni po stracie punktów przez Jagiellonię Białystok mieli okazje wskoczyć na pierwsze miejsce w ligowej klasyfikacji. Jednak murem niesforsowania okazała się defensywa Złocisto-krwistych, która na trudnym terenie wywalczyła punkt. Jest to o tyle istotne, że kielczanie w delegacji nie radzili sobie ostatnio, a przed meczem z Legią mieli serię sześciu kolejnych porażek na obiektach swoich rywali w lidze.

Chociaż spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to na brak sytuacji kibice nie mogli narzekać. Co warte zaznaczenia, goście wyszli na plac gry bez żadnej presji, grając bardzo odważnie. Bardzo widoczny w poniedziałkowym spotkaniu był Siergiej Pilipczuk. Ogólnie warto odnotować, że w pierwszych trzech kwadransach rywalizacji drużyną oddającą więcej strzałów na bramkę, była ekipa z Kielc. W każdym razie kielczanie nie umieli wykorzystać słabszego dnia w wykonaniu zespołu ze stolicy Polski, który zanotował siódmy kompromis w kampanii.




HISZPAŃSKI TRENER MELDUJE WYKONANIE ZADANIA

Różne są opinie na temat postawy Wisły Kraków w trakcie trwającej kampanii. Pewne jest jednak to, że w roli szkoleniowca Białej Gwiazdy bardzo dobrze sprawdza się Kiko Ramirez. W poniedziałkowym starciu jego podopieczni postawili stempel, zapewniając sobie grę w grupie mistrzowskiej w rundzie finałowej rozgrywek. O ile krakowianie od momentu opuszczenia klubu przez Jakuba Meresińskiego cały czas pną się w górę nie tylko w ligowej hierarchii, ale także w kwestii rozwoju, to ostatnia spadek wind ą w dół zalicza Zagłębie Lubin.

Miedziowi to ekipa, które jeszcze latem minionego roku całkiem nieźle prezentowała się w europejskich pucharach. Niemniej teraz w porównaniu do tego, co miało miejsce wtedy, niewiele w Lubinie jest podobnych rzeczy. Dość powiedzieć, że Zagłębie nie potrafi wygrać od pięciu spotkań, notując w tym czasie cztery porażki z rzędu.

Od pierwszych fragmentów rywalizacji można spokojnie stwierdzić, że trener Adam Nawałka miał co oglądać. Szczególnie że bardzo dobrą partię w szeregach krakowskiej ekipy notował Patryk Małecki, który okrasił swój występ siódmym trafieniem w trwającym sezonie, popisując się genialnym uderzeniem z lewej nogi. Wcześniej piłka ostemplowała poprzeczkę po próbie Semira Stilicia.

Na jednym trafieniu wiślacy wcale nie zamierzali poprzestać, szukając kolejnych goli, ale nic z tego nie wyszło. Nie zmienia to jednak faktu, że Wisła może być w ostatnich siedmiu spotkaniach ligowych czarnym koniem rozgrywek. Kto wie, czy marzenia o grze w europucharach latem tego roku nie staną się faktem. Widać, że wszyscy zawodnicy krakowskiej ekipy celują w to, chociaż sami nie zamierzają o tym za dużo mówić, podążając zasadą: "tisze jediesz dalsze budiesz". Sam nie miałbym nic przeciwko, aby Polskę w europejskich pucharach reprezentował taki team, jak Wisła, który prezentuje naprawdę dojrzały futbol.

BRZYDKA KOPANINA NA PIĘKNYM STADIONIE

Truskawka na torcie 29. kolejki Lotto Ekstraklasy były Derby Trójmiasta, w których po 403 dniach nieobecności na ławce trenerskiej zawitał trener Leszek Ojrzyński. Nowy szkoleniowiec gdynian zastąpił zwolnionego Grzegorza Nicińskiego i od razu stanął przed trudnym zadaniem, jakim było pokonanie rywala zza miedzy w jego jaskini. Były trener Górnika Zabrze nie ukrywał, że kilka rzeczy zmienił przed 37 starciem z udziałem obu ekip. Co ciekawe, Arkowcy nigdy nie wygrali z Biało-zielonymi na poziomie polskiej ekstraklasy.

Spotkanie od pierwszej minuty było emocjonujące. Dość powiedzieć, że w pierwszych fragmentach rywalizacji mogło miec miejsce iście sensacyjne rozwiązanie, bo piłką w poprzeczkę trafił Dariusz Formella, który chwile później mógł tylko schować twarz w swoich dłoniach, nie dowierzając, że futbolówka nie wpadła do siatki.

Spotkanie od pierwszej minuty było emocjonujące. Dość powiedzieć, że w pierwszych fragmentach rywalizacji mogło mieć miejsce iście sensacyjne rozwiązanie, bo piłką w poprzeczkę trafił Dariusz Formella, który chwile później mógł tylko schować twarz w swoich dłoniach, nie dowierzając, że futbolówka nie wpadła do siatki.

Swoją okazję mieli także w pierwszej połowie gdańszczanie, którzy z pomocą Ariela Borysiuka próbowali pokonać golkipera rywali. Aczkolwiek bez efektu. W końcu sprawy w swoje nogi wzięli bracie Paixao. Gola strzelił Marco, a asystę Flavio i do przerwy Lechia prowadziła 1:0.

Lechia swój kolejny mecz przed własną publicznością wygrała, prezentując poziom daleki od oczekiwanego. Z kolei wysoką skutecznością popisała się... gdańska policja, która po derbach wystawiła 106 mandatów.




TABELA LOTTO EKSTRAKLASY PO 29 KOLEJKACH




PS Jeśli ktoś chce podyskutować z autorem, to warto zajrzeć TUTAJ.


OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy

sortowanie: rosnąco | malejąco
12.08 09:37
11.08 19:51
11.08 16:36
11.08 16:00